wtorek, 12 czerwca 2018

"Jak to dobrze być harcerzem"...




   W wielu postach na Onecie pisałam o mojej pracy w ZHP. W harcerstwie znalazłam się przypadkowo, bo jako dziecko nie należałam wcześniej do tej organizacji. Jednak w Studium Nauczycielskim odbyłam kurs, po którym mogłam być instruktorką.
   
   Najpiękniejsze w harcerstwie są wyjazdy na obozy. Każdy organizowaliśmy nad
 jakimś jeziorem, bo jezior ci u nas pod dostatkiem, choć nie są blisko mojej miejscowości. 

   Nigdy sama nie organizowałam wyjazdu na obóz, bo to zbyt kłopotliwe, ale za to urządzałam biwaki harcerzom i uczniom z mojej klasy. Pierwszy obóz, na który pojechałam, zorganizowały dwa szczepy- nasz i zaprzyjaźnionej szkoły. Razem było około 200 harcerzy.
    Komendantem obozu był Jurek, szczepowy z tamtej szkoły, nauczyciel plastyki. Obóz nosił nazwę „Świat Przyjaźni”, każda drużyna miała nazwę jednego państwa, a każdy zastęp- nazwę związaną z tym państwem.
    Jurek dobrał na wyjazd instruktorów- uczniów  ze szkół średnich, którzy przysposobili teren i wcześniej rozbili namioty, a także przygotowali kuchnię, stołówkę, namiot sanitarny i latryny. 
    Dzień na obozie zaczynał się od pobudki  granej przez oboźnego na trąbce. Dźwięk był tak fałszywy, że harcerze od razu zrywali się na równe nogi. Potem mycie w jeziorze, następnie śniadanie i apel poranny. Bardzo mi się podobało, gdy jako drużynowa stawałam do raportu i meldowałam: „Czuwaj druhu komendancie, drużynowa przewodnik Anna …zgłasza drużynę… do raportu. Stan 25 druhów, wszyscy obecni.” 


  Po apelu było mnóstwo zajęć, a wieczorem ognisko. Cudowna chwila, …ciemno, …komendant rozpala ognisko, obowiązkowo jedną zapałką, potem pieśń „Płonie ognisko i szumią knieje” i gawęda komendanta. A potem śpiewy, występy, np. inscenizacja jakichś książek.
   Moja drużyna przedstawiała scenę ślubowania Zbyszka z Bogdańca oraz pojedynek Zbyszka z Rotgierem. Inna drużyna- przygody Jacka i Placka z powieści Kornela Makuszyńskiego. Przez cały dzień druhowie i druhenki szykowali kostiumy, tarcze, miecze, pisali role, uczyli się do występu.
    A potem znów pieśń „Już do odwrotu głos trąbki wzywa” i apel wieczorny. Przed snem wspólna pieśń „Dobranoc, dobranoc, dobranoc, druhenko ma, druhenko ma” i „Słoneczko już gasi złoty blask, za chwilę niebo błyśnie czarem gwiazd. Dobranoc już”.
    Czyż to nie cudowne? Obóz rozbity był w lesie iglastym, pogoda dopisała, czasami nawet panował niesamowity upał. Wtedy świerki pachniały żywicą, aż w nosie kręciło. 
    Codziennie druhowie kąpali się w jeziorze. Podczas kąpieli obowiązywał niesamowity reżim, bo przecież odpowiadaliśmy za zdrowie i życie powierzonych nam dzieci. Ratownik Olek nie dopuszczał do żadnych ekscesów, kto się nie podporządkował, wychodził z wody. Kąpielisko było oznaczone, ogrodzone zrobionymi przez nas pomostami. Nie wolno było podtapiać kolegów, bez potrzeby krzyczeć: ”Ratunku!”.
   Na drugiej stronie jeziora była jakaś kolonia. Gdy widziałam brak dyscypliny tamtych dzieci i ich opiekunów, to trafiał mnie szlag. U nas wszystko było jak w zegarku, dyscyplina, porządek, …a tam…

   Ten obóz nauczył mnie odpowiedzialności za dzieci.  Jestem dumna, że nigdy żadne dziecko będące pod moją opieką nie ucierpiało. Wszystkie oddawałam rodzicom w całości- szczęśliwe, wypoczęte i brudne…

    Czuwaj, wszystkim druhom!

    Aha, w ZHP dosłużyłam się stopnia podharcmistrza.

  

21 komentarzy:

  1. Pięknie. Ja byłam tylko zuchem ... może z miesiąc, nie pamiętam. Ale zamiast biało-czerwonej chusty podobała mi się cała czerwona, żeby mieć inaczej niż wszyscy :-)

    W zeszłym roku wybraliśmy się z dużą grupą młodzieży na 3 dni na wycieczkę rowerową plus biwak w lesie. Było świetnie, bardzo to ciekawe doświadczenie. I ta poranna pobudka, gdy gar stoi na niedopalonym ognisku, dzieciaki zaspane wyłażą z namiotów, słoneczko wschodzi ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świechno, niestety, w harcerstwie wszystko powinno chodzić jak w szwajcarskim zegarku i nie może być tak, że Ty chcesz nosić inny kolor chusty. W moim szczepie chłopcy nosili czarne chusty z białymi lamówkami i takież pagony, dziewczęta- niebieskie chusty.
      Wiele razy jeździłam na biwaki- zawsze nad jezioro i obowiązkowo z ratownikiem.
      Kiedyś chłopcy za karę mieli ugotować potężny gar grochówki z torebek na kiełbasie i gdy już zjedliśmy, powiedzieli, że wrzucili do niej żabę. Jednak im nie wierzyłam. Normalnym było, że do talerza wpadało wszelkie robactwo z drzew, ale do tego przywykłam i po prostu je wyjmowałam i wyrzucałam.
      Och, wróciły wspomnienia...

      Usuń
  2. Harcerstwo... To była duma z przynależności do drużyny, szacunek dla mundurka, harcerskiego krzyża i całej symboliki. Moja drużyna była chórem, a więc próby, występy...Fajny czas, który wiele/wielu z nas ukształtował na resztę życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masko, w mojej drużynie miałam dwa zastępy harcerek, które śpiewały i tańczyły. Oczywiście, to ja je wszystkiego uczyłam, choć pomagał mi kolega grający na pianinie.
      Teraz bałabym się wysłać wnuczkę na obóz harcerski, bo wiem, co się tam dzieje.
      Harcerzem się jest do końca życia.

      Usuń
  3. Ja byłam na kolonii raz, właśnie z powodu reżimu, nie lubiłam wszystkiego na gwizdek.
    Za to w liceum byłam właśnie taką młodzieżową instruktorką w podstawówce, zbiórki z zuchami to była prawdziwa frajda. Jak się złapie bakcyla pracy z dziećmi to zostaje na długo!
    Czuwaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuwaj, druhno Jotko!
      Nigdy nie byłam na koloniach ani jako uczestniczka, ani jako opiekunka.
      Na jednym obozie mieliśmy grupę zuszków, które wcale nie sprawiały kłopotu i wspaniale się zachowywały. Gorzej bywało ze starszymi harcerzami, kiedyś nawet jeden, który pełnił dyżur w kuchni, wypłynął pontonem na jezioro. Oj, oberwało mu się po powrocie!

      Usuń
  4. Nigdy nie byłam w harcerstwie choć moja siostra tak. Raz zabrała mnie na biwak, który zorganizowała dla swego zastępu. Jest to moja jedyna pozytywna przygoda, którą do dziś wspominam z wielkim rozrzewnieniem. Wiele lat później poznałam koleżankę, która w czasach licealnych należała do harcerstwa.Ludzie, którzy mieli styczność z harcerstwem, posługują się kodeksem honorowym stamtąd wyniesionym również w późniejszym życiu. Kiedy słyszę, że ktoś był(jest)harcerzem, to mam pewność, że mogę zaufać i nie zostanę skrzywdzona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwono, nie wiem, jakie teraz jest harcerstwo, ale wtedy, gdy byłam najpierw drużynową, potem szczepową, a nawet pracowałam w Komendzie Hufca, każdy harcerz musiał podporządkować się przyrzeczeniu i prawu harcerskiemu. Teraz sprawdziłam, że obecnie i tekst przyrzeczenia, i prawo brzmią inaczej.
      Jednak "Na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy" dalej obowiązuje.
      Biwaki, zloty, piesze wycieczki i obozy to prawdziwa szkoła życia dla dziecka.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  5. Szczęśliwe i brudne - czyli to był rewelacyjny czas:D Sama nie byłam nigdy w harcerstwie, ale chciałabym zapisać kiedyś Młodą, może akurat jej się spodoba?
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, przed wyjazdem z tego obozu sprawdziłam czystość chłopaków- wszyscy mieli brudne uszy i szyje, choć przecież codziennie myli się dwa razy;)
      Nie ręczę za obecne harcerstwo, bo dzieci są zupełnie inne, zresztą instruktorzy też
      Cieplutko pozdrawiam.

      Usuń
  6. To piękne masz wspomnienia z działalności w harcerstwie.
    Podziwiam Cię i gratuluję.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, wspomnień z harcerstwa mam bardzo dużo, bo byłam na wielu obozach.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. ojaaaa :D ekstra wspomienia, nie byłam nigdy w takiej działalnosci harcerskiej! zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiko, warto należeć do harcerstwa i spędzać wakacje na obozie w lesie nad jeziorem. Oczywiście bez laptopa i komórki;)

      Usuń
    2. Zacny i miły sercu tekst,Anno. A dzisiaj zamiast harcerstwa mamy wojska ochrony pogranicza macierewiczas 😊

      Usuń
    3. Andrzeju, to są Wojska Obrony Terytorialnej, gdzieś czytałam, że należy do nich wielu kiboli.
      Harcerstwo też jest i to dwa odłamy- ZHP i ZHR.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Komentarz od Anuli, przysłany mailem:
    A ja przeszłam wszystkie etapy, począwszy od zuchów. Pamiętam do tej pory pasowanie na zucha, jak jako 9- latka byłam bardzo przejęta i podpaliłam skarpetkę, przeskakując przez mini-ognisko. A potem harcerstwo, a w średniej szkole ZMS. Jako 12 letnia harcerka rywalizowałam z innymi harcerzami w zakresie systematycznego oszczędzania w szkolnej kasie oszczędności. Z żadnej organizacji nie pamiętam, aby nam lasowali łby /jak to określił mój kolega, uważając, że tylko po to były organizacje młodzieżowe i sromotą jest przyznawać się do członkostwa/. Przeciwnie, uczono nas szacunku, poczucia obowiązku i patriotyzmu. Obozy, niezapomniane przyjaźnie, pierwsze sympatie. Z dumą trzymaliśmy warty harcerskie, choćby na cmentarzach, dbając przede wszystkim o "swoje" groby, z radością uczestniczyliśmy w rozgrywkach czy wieczorkach tanecznych. Nie wypaczono mi światopoglądu. Minęło blisko pół wieku, uważam, że młodzieżowe organizacje robiły wiele dobrego dla dzieci i młodzieży. Wiem,że to co piszę, nie jest popularne, ale nie zważam na to, taka jest moja ocena tamtych organizacji. Nie wszystko "tamto" było wredne.
    Dodam jako ciekawostkę, że teściowa mojego kuzyna, pani 87 letnia, nadal jest harcerzem.
    Teraz pewnie nie wklepię się z komentarzem, ale zapewniam , że czytam wszystko. Serdeczności ślę, Kochana Aniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anulko, nie przypominam sobie, aby ktoś z instruktorów ZHP indoktrynował harcerzy. Indoktrynacja jest może teraz, choć obecnym harcerstwem się nie interesuję.
      Moi harcerze też czyścili zaniedbane groby, szczególnie w poprzedniej miejscowości, w której mieszkałam, bo tam był jeden ze stalagów.
      Harcerstwo to radość i zabawa oraz praca.
      Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz. Naprawdę nie wiem, dlaczego sama go nie możesz wpisać.
      Cieplutko pozdrawiam.

      Usuń
  9. Tak Anno, ja też pamietam to prawdziwe harcerstwo. Moje obozy, na których byłam tylko uczestnikiem, wyglądaly tak, jak o tym piszesz. Prawdziwym harcerzem był mój mąż. Zaczynał od zwyklego uczestnika a skończył wysoko, jak ty. Uwielbiał organizować obozy, i to takie z prawdziwego zdarzenia, z robieniem własnymi rękami prycz, budowania kuchni, latryn. Młodzież pomagała zawsze. Jeszcze na taki obóz załapał sie kilka razy mój syn. Potem się pozmieniało. Obozy zrobiły się jak kolonie, dzieciom wszystko sie podaje jak na tacy. Cóż i czasy się zmieniły i przepisy. Na przykład mycia w jeziorze nie ma już chyba nigdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie witaj, druhno Iwono.
      Tamto harcerstwo było prawdziwą szkołą życia. Pamiętam, jak pierwszy raz napełniałam siennik słomą, która po dwu dniach całkiem się spłaszczyła i spałam na gołej pryczy.
      Owszem, była kucharka, ale tylko dyrygowała zastępem, który wszystko musiał robić pod jej dyktando.
      Organizacja obozu to wielkie przedsięwzięcie, bo nie wystarczą tylko namioty. Nasi harcerze budowali sobie meble do hangarów dziesięcioosobowych, bo nasza fabryka mebli dowiozła dużo desek i sklejek.
      Na obozie najważniejsza jest dyscyplina, nie wyobrażam sobie, aby dzieci, które nam powierzyli rodzice, były puszczone samopas, bo wtedy przychodzą do głowy głupie myśli.

      Usuń
  10. Byłem w młodości harcerzem i bardzo miło wspominam te czasy jak chodziłem po lasach.

    OdpowiedzUsuń