czwartek, 14 listopada 2019

Śmierć Wenecji

  


 Wenecja była pierwszym miastem, które zwiedziłam, będąc we Włoszech. Na placu św. Marka obejrzałam wszystko, co warte było zwiedzenia. Niestety, bazylika była już zamknięta, gdyż minęła godzina 17. i wnętrze mogłam jedynie obejrzeć przez kraty.
   Denerwowały mnie chmary gołębi, które karmili turyści, Naprawdę jestem wrogo nastawiona do tych ptaków, bo wszystkie zabytki w Europie są zabrudzone ich odchodami.
  
 Po obejrzeniu wszystkich atrakcji przewodnik zaprowadził nas do przystani dla tramwajów wodnych obok mostu Rialto. Tam z kolei zdenerwowały mnie graffiti, które poza placem św. Marka były wszędzie. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy turyści muszą w ten sposób zaznaczać swoją obecność.
   Wenecja mi się nie spodobała, bo kanały, po których pływają gondole, są cuchnące, zaś przepiękne kiedyś pałace pokrywa teraz pleśń, a tynki odpadają.
   W ostatnich dniach Wenecja prawie na dwa metry została zalana wodą, która wdarła się do bazyliki i uszkodziła wiele cennych zabytków. Wiadomo, że co roku to miasto na wodzie jest zalewane, ale nie na aż taką wysokość.
   Mam nadzieję, że wszystkie państwa dołożą swoją cegiełkę do ratowania Wenecji, bo samo miasto nie da rady usunąć powstałych zniszczeń. Nie może dojść do takiej sytuacji, że nasze dzieci, wnuki czy prawnuki nie zobaczą tego miasta.

poniedziałek, 23 września 2019

Pieniądze otwierają każde drzwi

   Do napisania tego postu skłonił mnie ten artykuł, choć już od dawna miałam identyczne przemyślenia. Polacy lubią, gdy ktoś się nimi opiekuje oraz za nich myśli i właśnie tak jest za obecnych rządów, które organizują nam życie od momentu narodzin do późnej starości.

    Gdy w rodzinie urodzi się dziecko, natychmiast dostaje co miesiąc 500 złotych i tak ma być do 18 roku życia, oczywiście jeśli odda się głos w wyborach na obecnie rządzącą partię, bo jeśli wygra inna, to dziecko nie dostanie ani grosza

  
    Potem jest szkoła i aby rodzice mieli pieniądze na tornistry, podręczniki i przybory szkolne, uczeń dostaje od troskliwego rządu 300 złotych. Nieważne, że podręczniki się ma po starszym rodzeństwie, a ubiegłoroczny tornister i wyposażony piórnik  może jeszcze służyć przez co najmniej rok. Trzeba kupić nowe, a co ze starymi?


   Przychodzi czas na pracę i rząd o młodych też nie zapomina. Do 26 roku życia młodzi pracownicy nie muszą płacić PiT-u.


A co z emerytami? Ci to dopiero mają raj! Mogą zajmować się wnukami, bo nie muszą pracować do 67 roku życia, jak to im zafundował poprzedni rząd. Na dodatek dostaną trzynastą emeryturę, a może nawet czternastą. Gdy ukończą 75 rok życia, zostaną nazwani seniorami i będą otrzymywać bezpłatne lekarstwa, o ile znajdą takie w aptece.
   Komu tu jeszcze coś dać, aby dostać ich głosy w wyborach?  Aha, przecież są jeszcze  rolnicy, więc oni dostaną po 500 złotych za krowę i 100 złotych na tucznika.
   Ostatnio na Nowogrodzkiej zrodził się pomysł, aby drobni przedsiębiorcy mieli o 500 złotych niższą składkę na ZUS. Wszak jest ich 270 tysięcy, a tyle głosów piechotą nie chodzi. Trzeba tych mikroprzedsiębiorców udobruchać za to, że zostanie podwyższona średnia krajowa płaca i kto wie, czy nie będą musieli zlikwidować swoich firm.
   Tylko zapomina się lub celowo pomija nauczycieli,  lekarzy rezydentów oraz ludzi niepełnosprawnych i ich opiekunów. Widocznie z wyliczeń wynika, że nie opłaca im się dawać żadnych dodatkowych pieniędzy.
    Oczywiście te wszystkie pieniądze mają różne obwarowania, z którymi trzeba się liczyć.
   Polakom marzy się państwo socjalne, które o nich dba i mówi, co mają myśleć. Dodam, że rząd nie ma własnych pieniędzy i za te wszystkie +ileś płacimy z naszych podatków, a to odbija się na wzroście cen, o czym już kiedyś pisałam.

środa, 4 września 2019

Do czego służy taśma klejąca

   Bardzo często wszelkie wiadomości w telewizji czy w internecie przypominają mi, że coś podobnego mi się przydarzyło.
   Wiele lat temu podłogi w klasach mojej szkoły były wyłożone płytkami PCV, co sprawiało nam wiele problemów, bo płytki bez przerwy się odklejały i woźny nie nadążył ich przyklejać. Zresztą i tak znów się odklejały.
   Do szkoły miała przyjechać jakaś rządowa delegacja z wiceministrem oświaty na czele. Pani dyrektor wyznaczyła mój gabinet do zwiedzania, wszystko byłoby w porządku, bo gabinet miałam piękny, ale te nieszczęsne płytki odkleiły się przy samych drzwiach i obawiałam się, że gdy wiceminister na nie stanie, to może przejechać się pod samo okno i wylądować na kaloryferze.
   Wpadłam na genialny pomysł, aby płytki skleić taśmą klejącą. Na szczęście wiceminister przeżył, taśma się nie odkleiła, ale co ja przeżyłam, tego nie da się opisać.
   Okazuje się, że taśma klejąca  posłużyła też do sklejenia kadłuba lodołamacza budowanego w stoczni szczecińskiej.

 Na odebranie tego kadłuba przybył minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, Marek Gróbarczyk. Ten odbiór wypadł dość śmiesznie, bo minister pociągnął za taśmę pod kadłubem i jakaś szmata spadła mu na głowę. Wnikliwi dziennikarze dostrzegli, że miejsca spawów były sklejone taśmą klejącą i zamalowane farbą taką samą, jaką pomalowany był kadłub.
   No cóż, tak to jest, gdy ktoś chce się zawczasu czymś pochwalić. "Mój" wiceminister nie przewiózł się na sklejonych płytkach, zaś minister Gróbarczyk, który przed październikowymi wyborami chciał się pochwalić nieskończonym kadłubem lodołamacza, ośmieszył siebie i  stocznię "Gryfia" w Szczecinie. Tylko czy winni są stoczniowcy, czy też chęć pokazania czegoś, co nie jest skończone?


Nawet puma się z tego śmieje. Aby było jasne, lodołamacz ma nosić nazwę "Puma"

środa, 28 sierpnia 2019

Komu przeszkadzają koguty?

   Najwyższy czas skończyć wakacje, bo nieco je przedłużyłam. Chyba na drugi dzień od mojego zniknięcia z blogów usłyszałam w telewizji informację o francuskim kogucie Maurycym, który stanął przed sądem.  Sąsiedzi właścicielki koguta uskarżali się, że  wczesne pianie jej pupila nie pozwala im się wyspać.


   Doskonale rozumiem sąsiadów, bo sama miałam do czynienia z wyjątkowym kogutem sąsiadów. Gdy jeszcze żyła moja mama i młodsza siostra, często kilka dni wakacji spędzałam w rodzinnym domu na wsi. Sąsiedzi z poddasza mieli trochę kur i dwa koguty, w tym jednego białego, niesamowitego fajtłapę.

 Owszem, spełniał swe kogucie obowiązki względem kur, czyli za nimi biegał, ale nigdy nie udawały mu się jego zapędy prokreacyjne. Akurat to mnie nie obchodziło, natomiast noc była upiorna, bo ten przygłupawy i niezdarny kogut od północy zaczynał piać co godzinę. Gdyby to jeszcze było pianie, ale było to chrapliwe skrzeczenie, które budziło wszystkie psy w promieniu kilometra. Koncert białego koguta i szczekanie psów były nie do zniesienia.
   Doskonale rozumiem, że na wsi żyją ludzie i domowe zwierzęta, jednak budzenie się co godzinę, bo kogucisko  miało źle nastawiony budzik, było dla mnie straszne. Po kilku nieprzespanych nocach zwróciłam się do sąsiada, aby w nocy zamykał gdzieś koguta, bo ja przez jego pianie muszę w upalne noce spać przy zamkniętym oknie.
   Na drugi dzień usłyszałam, że kogut już nie będzie mi przeszkadzał, bo jutro, czyli w niedzielę, trafi do rosołu. Trochę miałam wyrzuty sumienia, ale po jakimś czasie zapomniałam o tym. Przypomniał mi o tym francuski kogut Maurycy, który zyskał mnóstwo obrońców.
   Okazuje się, że nie tylko przeszkadzają ludziom żywe koguty, ale też namalowane. Tak było w słynnym Pcimiu. Proboszczowi w Pcimiu nie spodobał się kolorowy kogut na muralu, bo według duchownego wykonała go fundacja popierająca LGBT.
Dla proboszcza kogut był symbolem zdrady, choć w słowniku symboli Kopalińskiego jest napisane, że kogut "jest symbolem słońca, światła, świtu, czujności, Sędziego Świata, Chrystusa, zmartwychwstania, czasu, św. Piotra, zdrady, pokuty".
   Większość z nas pamięta koguta z porannego programu dla dzieci "Teleranek" i nie przypominam sobie, aby o tego biegnącego ptaka była jakaś awantura i kojarzono go z jakąś zdradą lub LGBT.

  
 Jak to czasy się zmieniają i każdy widzi to, co chce! 

 (zdjęcia muralu i koguta z Teleranka pożyczyłam z internetu)

Dopisek 29 sierpnia br.
Ktoś zniszczył mural, w wyrazie "gościnność" wykreślił "inność" i dorysował znak Polski Walczącej.

środa, 19 czerwca 2019

Robię sobie wakacje

      Gdybym jeszcze pracowała w szkole, dziś żegnałabym się z moimi uczniami i wracałabym do domu z ogromną wiązanką kwiatów. Jednak już dawno minęły te czasy, więc muszę sama robić sobie wakacje. Od dłuższego czasu na zachodzie Polski panuje niesamowity upał, aż nie chce się logicznie myśleć. Na dodatek dzieją się w naszym kraju potworne historie, o których aż strach pisać, a co dopiero komentować.
   Uprzedzam, że mam się dobrze, ale przez jakiś czas nie będę się odzywać na moim blogu, co nie znaczy, że nie będę zaglądać na zaprzyjaźnione blogi. 


   Życzę wszystkim internautom  miłego odpoczynku.